Wypadek i kochająca babcia

Ja ogólnie byłem dzieckiem wojny, zawsze coś przecięte, zawsze strupki itd. Jak byłem gnojkiem, jakoś 6/7 lat, wracałem skądś z mamą, spotkaliśmy sąsiadkę o czymś tam zaczęły rozmawiać, podszedł kumpel, pogadał ze mną i że idziemy na czereśnie.

Drzewo rosło może z 2,3 metry od miejsca spotkania rodzicielki, szybka informacja, że idę na czereśnie itd, zerwaliśmy trochę czereśni i zaczęliśmy skakać po tej łące gdzie rosło drzewo, zaczyna się akcja. (Oczami kolegi bo ja nic nie pamiętam w takim szoku byłem), nagle krzyk, ja gdzieś w trawie leżę i wyrwałem nogę z pręta (przebiłem kolano prętem zbrojeniowym), matka blada, dzwoni po ojca, stary przyjeżdża, wkurwiony jak 150, jakieś pieluchy i inne gazy na kolano i rura do szpitala, nie bałem się, że mi nogę będą musieli amputować tylko, że będą musieli ja szyć…

Wjeżdżam na ostry jak do siebie, krew się leje a ja tylko drę ryj, żeby nic nie szyli, bo się boje. Nagle znajduje się babcia i dziadek coś tam mówią, ja totalny amok i drę mordę o tym, żeby nie pozwolili mnie zszywać, chwila przerwy w płaczu, bo już ciężko mi się oddychało od tego darcia ryja, pytam się babcię, BABCIA BĘDĄ SZYĆ?!, na co kochana babcia, która źle zrozumiała, „TAK MARCINKU, BĘDZIESZ ŻYĆ”, no i znowu histeria, do dziś pamiętam jak mi te szwy ściągali, taki mi się doktor sadysta trafił, że wydawało mi się, że te szwy to razem z rzepką chce wyciągnąć.

Ogólnie będę tutaj stałym bywalcem, szykujcie się. Mam dopiero 27 lat, a tyle do powiedzenia co się stało i nie mogę się doczekać co mnie jeszcze czeka.

Może ci się spodobać również
Powiadom o nowych komentarzach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments