Śmierć kliniczna – relacje osób które były po tamtej stronie i wróciły

Śmierć kliniczna to temat, który jednych fascynuje, a innych przeraża. Niezmiennie jednak rodzi ogromną ciekawość.

Wielu z nas zadaje sobie pytanie czy doświadczanie śmierci to tylko reakcje chemiczne naszego mózgu czy też bramy do tamtego świata?

Czy można wytłumaczyć to za pomocą nauki?

Możliwość poznania bezpośrednich relacji osób, które jej doświadczyły pozwala na pogłębienie wiary lub też pomaga w poszukiwaniu wyjaśnienia naszego ziemskiego bytu.

Poniżej znajdziecie relacje osób, które zetknęły się że śmiercią kliniczną, doświadczyły jej same lub ktoś z ich bliskich. Historie te napisało życie a opowiedziane zostały przez naszych czytelników.

Zdenerwowana babcia

Moja mama jest pielęgniarka…dobre 20 lat temu na sali leżała już w lekko umierającym stanie babcia.

Przed snem musiała dać jej jakieś leki ale nie mogła jej dobudzić, puls słabo wyczuwalny, w pewnym momencie zatrzymanie akcji serca…mama (jeszcze nie była bardzo doświadczona) zrobiła larum na cały oddział, wszyscy nagle przybiegli żeby babkę ratować a babka się obudziła i powiedziała „po co mnie Pani budziła byłam na takiej pięknej łące i szlam w stronę światła pod taka kolorowa tęczą…” pacjentka mimo leków i lepszego stanu wieczorem rano już nie żyła

Zapach kwiatów

Moja babcia nie jest pewna czy przeżyła śmierć kliniczną, ale chyba tak. Również mówiła o tym, że była na łące i nawet po 40 latach pamięta zapach tych kwiatów (najpiękniejszy jaki dotąd czuła)

Przyjemne ciepło

Mój tata przeżył śmierć kliniczną. Strzeliło mu coś w kręgosłupie, tak że nie umiał się ruszać. Jak zbierali go do karetki, to zszedł dosłownie przed furtką.

Później mówił, że zrobiło mu się przyjemnie ciepło, przestał go boleć kręgosłup, czuł się jakby już miało być wszystko dobrze gdy tylko dojdzie to końca ciemnego korytarza gdzie jest jasno

Brama

Moja mama miała śmierć kliniczna. Po drugiej operacji na wycięcie kamyków z przewodów żółciowych. Miała sepsę i wtedy to się stało. Mówiła ze była na łące, w oddali stał kościółek, od którego biła łuna. I była tez brama. Ludzie przechodzili przez ta bramę. Ona podeszła tam, ale odwróciła się i odeszła. Po kilku krokach się obudziła

Przeklinająca pielęgniarka

W czasie praktyk na sor w trakcie studiów – pani zatrzymała się na łózko w sor, zaczęliśmy ja szybko uciskać bo akurat byliśmy przy niej, jeden strzał i po około 2-3minutowym nzk pani wróciła i zaczęła się budzić.

Zaczęła nam dziękować, ze jej pomogliśmy, bo „ona wszystko widziała i słyszała co się działo” , spojrzeliśmy tylko na siebie wymownym wzrokiem i nie skomentowaliśmy.

A Pani w pewnym momencie dodaje spoglądając na pielęgniarkę „a pani to tak nieładnie przeklina”, a my szok, bo faktycznie spadł rezerwuar od ambu i pielęgniarka rzuciła k**wą.

Szuflady ze wspomnieniami i rymy

Moja mama podczas operacji traciła hp bardzo szybko, lekarze mówili, że praktycznie miała farta i że cudem udało się ją przywrócić. Natomiast ona dokładnie pamięta jak lekarz mówił, ze „zaraz ją stracimy” (była w pełnej anestezji w ogóle wiec jakim cudem) dokładnie pamięta jak wzywali kogoś do pomocy, pamięta, że nawet widziała jak wszyscy zaczęli panikować.

Ona poza tym, przez wiele wiele godzin i dni (podczas tego całego „umierania” które trwało chwile) „otwierała szuflady” w swojej głowie która była wielką szafą, wertowała wszystkie wspomnienia, nawet te o których myślała ze nie pamięta, jakieś głupie sytuacje z dzieciństwa, jak miała kilka lat, chodziła z szuflady do szuflady.

Potem przez 3-4 lata non stop rzucała rymami, napisała chyba ze 150 wierszy dla dzieci, nie potrafiła powstrzymać tej potrzeby pisania rymem, wiele razy budziła się w nocy i pisała coś co jej się przyśniło. Najbardziej uderza ją fakt, że potrafiła przytoczyć teksty lekarzy, w momencie jak spadały jej wszelkie wskaźniki. Lekarze mieli trochę mindfucka.

Tajemniczy powrót

Moja Babcia ŚP. przeżyła śmierć kliniczna, opowiadała to mojemu tacie i mi, ale ja byłam dzieckiem i nie pamiętałam, później tata opowiadał mi parę razy.

Nie pamiętam z jakiego powodu wylądowała w szpitalu i co miała robione, pamiętam tylko tyle że babcia widziała siebie „z góry” i zobaczyła łunę światła, gdy się skierowała w ta łunę (podobno) widziała się z Bogiem i prosiła żeby” wrócić” ze względu na wnuczkę (byłam wtedy jej jedyna wnuczka, i byłyśmy baaardzo zżyte ze sobą), dostała „pozwolenie”, ale do pewnego wydarzenia w życiu.

Ona wiedziała jakie to wydarzenie, ale nikomu nie mogla/nie chciała powiedzieć, wiadomo było tylko tyle że jest to związane ze mną (miałam wtedy ok 4 lat) , pamiętam że przy każdej zmianie życiowej bałam się, czy to nie ten moment.

Poznałam swojego (obecnego) partnera jak miałam 16 lat- babcia dobrze się czuła, Skończyłam 18 lat- było w porządku ze zdrowiem, gdy zaszłam w ciążę i zadzwoniłam do babci to nie byłam w stanie jej powiedzieć o dziecku-nie mam pojęcia dlaczego, bo bardzo się cieszyłam, ale rozryczałam się jak dziecko i nie byłam w stanie wydusić słowa.

Babcią się ucieszyła, ale była chora na astmę oskrzelowa i od około 6 msc ciąży mówiła mi że ona jest chora, że nie będzie mogła mi pomóc przy dziecku itp itd, zawsze rozmawiałam że jest w pełni zdrowa (cały czas pracowała) i że na nie jeden spacer wspólnie pójdą.

W 9msc gdy jechałam na ktg, podjechałam do babci bo miałam troszkę czasu , żeby się zobaczyć i porozmawiać, okazało się że Babcia pojechała ze swoją siostra (rzadko się widywały) do swojej mamy (mojej prababci), więc i ja tam ruszyłam.

Gdy dojechaliśmy na miejsce były babcie i ciocia (siostra babci). Babcia narzekała, że kiepsko się czuje, że ciśnienie niskie itp, posiedziałyśmy, pośmiałyśmy się i pojechałam na ktg.

Na drugi dzień babcia rano do mnie zadzwoniła że strasznie bolą ja nogi i czy mój tata by z nią nie pojechał do szpitala, powiedziałam jej że nie ma problemu, że podjedziemy, ale może wezwałaby karetkę jak bardzo źle się czuje bo będzie szybciej, babcia przytaknęła i chwilę jeszcze porozmawiałyśmy i się przyłączyła.

Po ok 20 minutach moja młodszą siostra do mnie zadzwoniła (była z Babcią w domu), że babcia straciła przytomność i że wezwała już pogotowie. Jak dojechaliśmy na miejsce, to tata (kiedyś pracował w służbie zdrowia jako pielęgniarz) poleciał do domu, a ja przytrzymałam psa , bo akurat karetka dojechała.

Niestety babci nie udało się uratować mimo podjęcia reanimacji, gdyż miała zator , „w momencie kiedy upadała już nie żyła”, tak stwierdził lekarz.

Wracając do wydarzenia z dnia wcześniej ciocia mi opowiadała, że babcia do niej zadzwoniła, że chce jechać do mamy i czy ciocia mogłaby ja zawieźć, podobno usiadła z tylu w aucie, prosiła ciocie, żeby wolniej jechała bo chce popatrzeć na spokojnie co jest za oknem, A gdy ciocia już odwiozła babcie do domu po wizycie , to powiedziała że chce się pożegnać, po czym mocno ciocie przytuliła.

Gdy na spokojnie sobie wszystko skojarzyliśmy, to ewidentnie wiedziała co się zbliża i chciała się pożegnać ze swoją mama i siostra. Ja niestety nie zdążyłam się z nią pożegnać, jednak 3DNI po śmierci babci urodził się mój syn, który cudem przeżył bo był tak owinięty pępowiną, że nazwali to spadochroniarzem!

Z tego co pamiętam dusza z ciała wychodzi dokładnie po 3 dniach (czy jakoś tak) , wierzę że Kacper ma swojego prawdziwego ANIOŁA , który nad nim i jadę mną czuwa, co parę razy dało się zauważyć, ale to już inne historie 🥺

Mam nadzieję, że zrozumiecie moja historię, pisze na szybko, żeby dłużej Was nie trzymać w niepewności, w razie na spokojnie wytłumaczę jak coś będzie nie jasne 🙂

Nie chciał się wybudzać

Ja nie, ale mój tata doświadczył śmierci klinicznej. Miał już umierać na krwotok spowodowany wrzodami na żołądku. Miał zatrzymaną akcję serca przez jakiś czas. Opowiadał, że śniły mu się jakieś randomowe bzdury i robiło mu się przyjemnie ciepło, komfortowo i jasno w oczach.

Był bardzo wkurzony na lekarzy, że „wybudzili” go z tego stanu, bo lekarze zdołali przywrócić pracę serca. Żyje do dzisiaj i ma się dobrze – miejmy nadzieję jak najdłużej.

Topienie się i ulga

Ja przeżyłam śmierć kliniczną, miałam 10 lat i zaczęłam się topić. Pamiętam jak nie miałam już siły machać rękami i po prostu spadałam na dno.

Na początku bardzo się bałam i bolał mnie cały tułów, potem przestało i rozeszło się po moim ciele takie ciepełko, wszystko miałam jak z waty. Po prostu po kilku sekundach poczułam ulgę, bo wiedziałam, że już koniec i się poddałam. Nic nie widziałam, po prostu w pewnym momencie się budzisz i czujesz okropnie.

Nie widziałam żadnej łąki itp. ale po pewnym czasie zaczynasz czuć się jak taka „łąka” 😊

Spotkanie z bliskimi

Babcia przeżyła śk. Była osobą szlachetną i prawdomówną, raczej średniej wiary. Zatrzymała się podczas operacji ginekologicznej, rok wcześniej miała rozległy wylew.

Opowiadała, że w pewnym momencie była w wielkiej jasności, było takie miłe ciepło, taki błogostan.

Zobaczyła wszystkich bliskich, którzy wcześniej zmarli, oni milczeli, ona wyciągnęła ręce, i wtedy brat babci powiedział, jak nas dotkniesz to nie wrócisz, a tam jesteś jeszcze potrzebna. Biegnij Maryśka, biegnij. I ona się odwróciła i poczuła, że coś ją ciągnie w ciemny punkt, co raz szybciej i szybciej. Żyła od tego zabiegu jeszcze 8 lat.

Choroba i chłód

Ogólnie może to nie była śmierć kliniczna, sama do końca nie wiem.

Jakieś 8lat temu mocno zachorowałam. Byłyśmy w z mama w sytuacji krytycznej (materialnej), wiec o dobrych lekach nie było mowy. Leżałam z wysoka gorączka z okładami na czole, dreszcze i te sprawy. W pewnym momencie zasnęłam z wyczerpania.

„Śniło mi się”, ze jestem u siebie w piwnicy, jest mi okropnie zimno(tak jak przez cały czas w gorączce bez snu), byłam ubrana na czarno, w starej bardzo czarnej kurtce z kapturem na głowie. Siedziałam z podkulonymi nogami.

Na końcu korytarza na górze było okienko z bardzo jasnym światłem ( w rzeczywistości nie ma tam okienka), a jedyne czego pragnęłam to tam iść, czułam, ze tam ktoś na mnie czeka, ogrzeje. Przejmujące ciepło bilo od jasnego światła. Nie mogłam się ruszyć by tam podejść, ale wyciągnęłam rękę, ze świadomością, ze ktoś mnie złapie i wciągnie.

W pewnym momencie uczucie spadania w dół i się obudziłam. Stała na nademną spanikowana mama, sprawdzając mi puls i twierdząc, ze ledwo czuła oddech. Po tym śnie wstałam, gorączka przeszła i choroba zaczęła ustępować 😉

Krwotok po porodzie

Moja mama. 41 lat temu rodziła mnie w małym szpitalu na wschodzie Polski. Poród naturalny. Ważyłam 4650 🙈 Był krwotok, odpłynęła.

Z tego co mówiła nigdy wcześniej ani później nie czuła się tak błogo, lekko i dobrze. I nie chciała wracać ale musiała. Nad nią byli wszyscy i chwile była po tamtej stronie. Dodam, ze moja mama jest medykiem, nie jest wierząca i nie wierzy w czarna magię;)

Myślę, że po tej zasłyszanej historii nikt nie powinien się dziwić, ze miałam dwa cc na życzenie.

Św. Łukasz

Ciociobabcia z mojej rodziny miała taką sytuację. Nie pamiętam niestety dokładnie historii, tzn jak doszło do tego że była w stanie umierającym (chyba wypadek), ale była jeszcze bardzo młoda.

Po wybudzeniu opowiadała, że spotkała św. Łukasza, który powiedział jej, że jeszcze nie skończyła swojego zadania na ziemi i musi wracać. Była wtedy świeżo upieczoną mamą zastępczą dla małego chłopca któremu przydarzyła się tragedia rodzinna…

Ja nie widzę podstaw do tego, żeby nie wierzyć w te wizje. Uważam, że każdy kto doświadcza śmierci klinicznej widzi to, co mu w duszy gra. Jeden polanę, drugi świętego, trzeci kolejne wcielenie… 😉

Koniec problemów

Mój znajomy miał śmierć kliniczna. Pękły mu wrzody. Robił remont domu, był w sklepie budowlanym. Nagle zalały go poty i poczuł strach. Jedyne co miał w głowie to znaleźć sobie bezpieczne miejsce. Usiadł między półkami i odpłyną. Mówił, że czuł się idealnie. Wszystkie problemy jak by zniknęły.. Czuł że leci, w spokoju.

Po 3msc wybudził się. Mówił że znów zaczęło być nie przyjemnie. Wszystkie złe sprawy wróciły.

Rześkie powietrze

Tato miał NZK w trakcie wszczepiania crt-d (zabieg przez żyłę, na sercu, bez sedacji). Opowiadał, że zrobiło mu się duszno, a potem znalazł się na łące z rześkim powietrzem.

Był wkurzony, kiedy przywrócili mu krążenie i dodatkowo strzelili prądem dla uzyskania rytmu zatokowego, bo łąka się wyłączyła 😉

Siódme poty

Ja nie wiem czy to była śmierć kliniczna ale 10 lat temu podczas usuwania guza z piersi pod znieczuleniem miejscowym które jak dla mnie nie działało.

Straszny ból czułam jak tną szok darłam się do lekarza że boli dodał znieczulenia a później pamiętam straszne gorące uczucie oblewające całe ciało i mgła przed oczami i pamiętam tylko pielęgniarkę krzycząca panie doktorze saturacja spada co robimy on krzyknął wezwać anestezjologa i zapadła ciemność 😵później pamiętam tylko jak się obudziłam a lekarz klepał mnie po ramieniu i mówi:

No Kaśka siódme poty przy tobie wylałem żebym cie tu więcej nie widział 😳

Reanimacja w karetce

Może nie śmierć kliniczna, ale dziwnego zjawiska doświadczyłam, kiedy podczas wypadku i uderzeniem mocnym głową o drogę przy wstrząśnieniu mózgu i drgawkach nieprzytomna jadąc karetka na sygnale do szpitala .

Odpłynęłam.

Nic już nie czułam, ale słyszałam i widziałam siebie obok. Lekarz z karetki krzyknął „stój, zatrzymała się” Wszystko jak za mgłą. Słyszałam co mówią , widziałam siebie „będąc obok”

Reanimowali mnie, kłuli, intubowali. Nic nie czułam tylko widziałam siebie za mgłą . Taki dziwny spokój. Tak jakby dusza wyszła z ciała. Tak wiem głupie, ale pamiętam to doskonałe. Potem obudziłam się w szpitalu obolała i nie wiedziałam, czy żyje czy nie

Wspaniały sen

Jak byłam w podstawówce to miałam operowany wyrostek. Rozlał się i wdało się zakażenie. Bardzo długo mnie operowali. Nie wiem czy przy narkozie podczas operacji, czy już po wszystkim na sali ale śniło mi się że leżę na łące pełnej kwiatów.

Czułam się tam tak dobrze i tak pięknie tam pachniało. To było jakieś 23 lata temu a ja dalej to pamiętam i wiem że było to wspaniałe uczucie, wspaniały sen

Bez bólu i strachu

Ja byłam gdzieś pomiędzy. padłam na ulicy (atak padaczki) obudziłam się tydzień później w szpitalu.

Dla mnie to była chwila, nie potrafię opisać do końca co czułam. Nicość, nie było bólu, strachu. Który przyszedł mega spotęgowany po wybudzeniu 🙈. Cokolwiek to było.

Lekarz mówił do męża, ze wszystko wskazuje na to, że to ja nie chce wrócić, bo badania wychodzą ok. Więc mi jedną nogą po tamtej stronie było widocznie dobrze 🤷‍♀️

Cesarka

Moja mama 37 lat temu miała cesarkę, lekarz ratował jej życie a ona widziała wszystko „z góry”. Patrzyła na siebie jak ją operują, dowiedziała się tez wtedy, że była dwójka dzieci a nie jedno .. ( nie było wtedy usg) niestety drugie dziecko już nie żyło .. budząc się wiedziała wszystko co się z nią działo podczas operacji.. jak mi to opowiadała to miałam ciarki ..

Przyjemne omdlenie

Moja mama będąc ze mną w ciąży, jakoś pod koniec jak była u swojej mamy to zemdlała.

Opowiadała później, że nie czuła tego typowego nieprzyjemnego uczucia, które towarzyszy zemdleniu-nacisku na uszy i oczy, zimnego potu. Jej się zrobiło ciepło i słyszała jakby dźwięk dzwoneczków.

Moja babcia ją nie mogła dobudzić a mama opowiadała, ze sama nie wiedziała co zrobić, bardzo chciała by to trwało jak najdłużej a jednocześnie miała tą świadomość że jest w ciąży i musi się ocknąć

Szybkie zejście po narkotykach

W czasach buntu kilka lat temu dostałam zatrutego dopa (narkotyk). Trzy razy mi serce stawało. Jakimś cudem z tego wyszłam cało, ale to jest taka szybka chwila, dosłownie milisekundy i nawet nie wiesz kiedy „nie żyjesz”..

Podczas operacji

Długo by gadać ja za dzieciaka złamałem rękę, operowali ja dwukrotnie. Po jednej z operacji opowiadałem wszystkim ze słyszałem słowa,, tracimy go,, i unosiłem się nad sala operacyjna i widziałem się z góry, opowiadałem o rozmowach lekarzy którzy mnie operowi i pamiętałem że jakieś narzędzie chirurgicznie upadło na podłogę – mówiłem że coś metalowego spadło. Pamiętam że był to ciekawy sen…?

Dr który nie operował dziś z racji czasu mogę powiedzieć dr Wojciechowski potwierdził na, pytanie mojej mamy ze takie rzeczy miały miejsce. Ch*j wie czy to sen czy inne cholerstwo ale dusza z ciała uleciała 🤪😜

W Raju

Moja ciotka 2 razy i sąsiad. Ciotka mówiła że nic ja nie bolało, była w raju i spotkała bliskich. A sąsiad mówił że wszedł do tunelu i wszyscy go witali na łące

Pochłaniająca ciemność

Mój dziadek przeżył śmierć kliniczną. Przed tym miał mocne problemy z alkoholem. Leczył się ale nie przynosiło skutków i znowu sięgał po alkohol.

Po wybudzeniu przestał pić, nie ciągnęło go, nie miał żadnych drgawek alkoholowych, nic. Po prostu z dnia na dzień pozbył się uzależnienia. Jak się pytałam co tam było, to mówił, że nic.

Było czarno wszędzie, ale nigdy wcześniej ani później nie widział tak głębokiej czerni. Ta ciemność go pochłaniała

Wewnętrzna błogość

Hmm, nie wiem czy była to śmierć kliniczna, ale w momencie gdy byłam w bardzo złym stanie i traciłam przytomność (zdarzenie nagłe, w tamtej chwili bez udziału medyków), miałam uczucie, że jest dobrze, że nie muszę się bać, było mi bardzo dobrze – nie wiem jak to inaczej opisać, było tak, że nie chciało mi się wracać, a lęki odchodziły, czułam wewnętrzną błogość. Zawsze wcześniej, gdy myślałam o zagrożeniu życia strasznie się bałam. Ale teraz już się nie boję.

Jasny tunel

Miałam cesarkę ratująca życie moje i syna w 33 TC. Dostałam narkozę . Nagle pojawiła się ciemność było cicho i po chwili tunel .

Tunel był strasznie jasny i było widać tylko zarysy dziadka ,babci którzy już wiele lat nie żyją . Mówili ,że mam wracać, bo mam dla kogo żyć. Nagle zaczęłam się cofać ,pojawiła się ciemność ,a po niej łąka i ludzie którzy żyją.

Jak się obudziłam pierwsze pytanie jakie zadałam anestezjolog to czy ja będę żyła .

Później się dowiedziałam ,że miałam silny krwotok i było ze mną źle.

Sen ,śmierć kliniczna ? Nie wiem ,wiem że nie chciałbym tego przeżyć drugi raz. Ciemność ,ta przerażająca ciemność jest okropna.

Pożegnanie

Mój dziadek przeżył śmierć kliniczna, a raczej się z niej wycofał. Leżąc w szpitalu dziadek po przeżyciu śmierci klinicznej powiedział do babci która siedziała koło niego że on musi tam wracać to ten czas tam na zielonej łące wszyscy na niego czekają i jak przyjdzie czas to i ona do niego dołączy więc na nie płakać nad jego śmiercią bo się spotkają .

Powiedział że zapomniał się z nią pożegnać i dlatego wrócił. Wziął ją za rękę pocałował i odszedł na zawsze…😭

Jabłka

Mój tata jako dziecko przeżył śmierć kliniczną. Pamięta piękną łąkę z kwiatami, drzewa z jabłkami które zrywał, dużo słońca i jasność. Mówi, że było tam bardzo ładnie. Nie boi się przez to śmierci.

Przyjaciel moich rodziców miał śmierć kliniczną. Miał wypadek, lekarze go odratowali.
Mówił, że był jakby w nicości pełnej światła, że słyszał śpiew, chóry i słyszał, jak ktoś kojącym, spokojnym głosem wzywał go po imieniu.

Wypadek na rowerze

Byłam po wypadku na rowerze i brat którego spotkałam, kazał mi iść na nogach(urwało mi się przednie koło od roweru, nikt nie myślał, ze może być poważnie, b oprócz zdarcia trochę twarzy, palców i łokcia nie było widać nic ) , zrobiło mi się tak dziwnie ciepło, poczułam się błogo i bardzo bezpiecznie.

Było bardzo jasne światło i wcale nie chciałam wracać i wtedy słyszałam bardzo spokojny głos, ale taki jak by ktoś w myślach mi powiedział, ze to jeszcze nie moja pora. Byłam bardzo zła jak otworzyłam oczy.

Przeprawa łodzią

Jak byłam mała, babcia opowiadała mi taką historię (babcia nie żyje od 30tu lat, wiec jeśli coś pokręcę to przepraszam 😊)

Pod koniec wojny babcia trafiła na stół. Pękł jej jajnik z tego co pamiętam, zakażenie, masakra, szanse na przeżycie miała prawie żadne.

Niedaleko przechodził akurat front, pociski latały nad głowami, w miasteczku byli Rosjanie, był szpital połowy, też rosyjski, chirurg zgodził się ją operować (babcia miała wtedy dwoje malutkich dzieci, może dlatego),ale nie dawał w zasadzie żadnych nadziei.

Operacja się jednak udała, babcia przeżyła, zmarła dopiero w 1990 roku. Opowiadała mi, że kiedy ją operowano ona nagle znalazła się w łodzi. Płynęła nią na drugi brzeg rzeki, na którym czekali jej zmarli bliscy. I kiedy dopłynęła, jeden z nich powiedział: wracaj, twój czas jeszcze nie nadszedł. I babcia zawróciła.

To, że tę operacje przeżyła było ponoć cudem. Jak przyszła podziękować temu chirurgowi to ten podobno przed nią ukląkł, bo sam nie mógł uwierzyć, że ona żyje 😀 Ale czy ta przeprawa łodzią była przyjemna, czy nie, to nie wiem i już niestety nie spytam🙂

Ozdrowienie dziadka

W zasadzie nigdy nie zapytałam dziadka, czy widział coś, kiedy jego serce dwukrotnie stanęło. Za to, to co działo się na naszych oczach było niesamowite. Czy cud, wola walki, przywiązanie. Nie wiem co go zatrzymało. Z tamtych chwil pamiętam telefon od cioci.

Mamy szybko przyjeżdżać bo dziadek umiera. Kolejny zawał, guzy na trzustce, przebyty udar z niedowładem, cukrzyca. Z rykiem wpadłam na salę na której leżał. Odzyskiwał przytomność zaraz znów zasypiał. Kiedy spojrzał na nas naprawdę cicho zapytał, gdzie jest partner mojej siostry. (no zdębiałam, chłopa na oczy nie widział jeszcze , a pyta o niego) siostra mu powiedziała, że przyjedzie z rana. Pokiwał głową i zasną.

Stan z godziny na godzinę się pogarszał. Lekarze kazali nie odchodzić od łóżka. W każdej chwili, mogło stać się najgorsze. Kiedy już puls był ledwo wyczuwalny, wiedzieliśmy że to już. Nagle ciotka krzyknęła.

Poczekaj na Andrzeja, już jedzie z Niemiec ( syn dziadka) Poczekaj na niego. No i raptownie stan zaczął się poprawiać. Wytrzymał do rana. Przebudził się i od razu gdzie jest Kamil( mój szwagier) mówimy, że za 20 min będzie.

„To dobrze, to dobrze. Bo wiesz on nie ma mamy, my się nim zajmiemy, zajmiemy się nim” Nikt nie przyznał się, ze w ogóle mówił o tym fakcie dziadkowi.

Przy kolejnym przebudzeniu zaczął widzieć zmarłych z naszej rodziny. Stojących w drzwiach sali. Uśmiechał się do nich. Zdarzył przyjechać szwagier i wujek. Na widok wujka cudowne ozdrowienie. „Andrzej pakuj mnie ja jadę do domu” . Tego dnia nie pojechał. Spędził jeszcze tydzień czy dwa w szpitalu.

W końcu wypisany do domu. Jak to powiedział lekarz. Niech odejdzie na własnych zasadach w domu. Daje tydzień może miesiąc. Minęło 7 lat. Ma się fantastycznie, guzy na trzustce do dziś dnia lekarze szukają, nie ma ich. Badania poprawne, przeszedł wszczepienie rozrusznika. Doczekał się 5 pra wnuków.

Jak to mówili lekarze jak babcia im dziękowała. ” Pani nie nam dziękuję, my naprawdę nic nie zrobiliśmy. Naprawdę nie wiemy jak to się stało że żyje. ” no cóż, nadal kradnie ciasta z szafki i jagodzianki 😆😅

Umieranie bardzo boli a potem ulga

Przeżyłam osobiście. Byłam ofiara napadu, dostałam nożem myśliwski 17 cm w klatkę piersiowa. Straciłam 3 l krwi, 3 razy ustala mi akcja serca. Z krwotokiem tętniczym dojechałam kilka km autem po pomoc wioząc jeszcze dwie inne ofiary napadu.

W sumie każdy lekarz, który miał ze mną do czynienia twierdził, ze przeżycie było cudem. Po ciosie wyszłam z auta i straciłam przytomność w trawie. Kiedy gasło światło doszło mnie, ze umrę w trawie.

I wtedy adrenalina zrobiła swoje.

Byłam w stanie spokojnie ręka chociaż próbować zatamować krwotok chociaż tętniczy żeby nie wiem co, nie da się tak ucisnąć, zebrałam rannych i na 3 biegu dojechałam na miejsce. Cała 3 przeżyła, ja i dwóch chłopaków:) małe osiągniecie a takie wielkie

Mogę Wam powiedzieć, ze umieranie bardzo boli… zdecydowanie wydawało mi się, ze moja podróż trwa dłużej, jakby czasu nie było, zdecydowanie widziałam rzeczy i osoby dookoła, których nie mogłam widzieć, ponieważ było w innych pomieszczeniach, ale ściany tez nie były problemem.

Ale tam jest spokój, jest bardzo miło:) Mogłam wybrać, czy chce już zostać, czy chce wracać.

Podczas umierania bolało mnie z każdą sekunda bardziej jak przy porodzie, całe całe ciało kości, chwile przed śmiercią zwymiotowałam, miałam drgawki tak silne, ze nogi trzymała mi pielęgniarka.

Kiedy opuszczałam swoje ciało, wstydziłam się, ze oddałam mocz, ze to takie żałosne. Ale ból był nie do wytrzymanie i ! Nagle! Ulga. Nic już nie boli, nic nie przygnębia. Rozmawiałam z kimś na kogo nie ośmieliłam się spojrzeć, wielka miłość . Rozmawialiśmy dłuższa chwile, dał mi wybór i wybrałam Syna i rodziców

Alergia na morfinę

Jako dziecko lat 15 przeżyłam śmierć kliniczną gdy leżałam po operacji kręgosłupa, dokładnie nie pamiętam ale miałam chyba silną alergie na morfinę którą podali mi dożylnie.

Pamiętam że stał nade mną mój śp tata który krzyczał „Julia oddychaj!”,chwilę potem widziałam już całą sytuację z góry, jak leżę, jak ojciec wola lekarza.

Potem tylko ciche, jakby przez mgłę wypowiadane moje imię, już przez kogoś innego i.. ciemność. Żadnych świateł, żadnych kolorowych obrazów.

Świadomość odzyskałam po dłuższym czasie. 🙆🏻‍♀️

Jeszcze nie czas

Mój Dziadek mówił że spotkał swojego znajomego który powiedział mu że ma wracać bo jeszcze nie jest na niego czas. Mimo tego Dziadek bał się śmierci do samego końca (chorował ponad rok na raka z przerzutami, kości pękały mu na żywca).

Umarł z otwartymi oczyma, bo tak bał się je zamknąć żeby nie umrzeć.

Panika

Moja mama przeżyła śmierć kliniczna podczas CC mojego brata. Opowiadała, że nie obchodziło jej totalnie nic, unosiła się pod sufitem, śmiała się z lekarzy, którzy ja reanimowali, że się tak męczą, przeklinają a jej jest tak dobrze 👍.

Dopiero kiedy lekarz powiedział, że chyba to już koniec ta wpadła w panikę ze przecież żyje, próbowała ruszyć ręka, noga, nagle sobie przypomniała co z dzieckiem, nie widziała go i zaczęła robić lament, że ja zabiorą do kostnicy a ona żyje.

Pielęgniarka chwyciła ja za nadgarstek i zaczęła krzyczeć, że mają puls, mama powiedziała, że poczuła lodowaty dotyk na nadgarstku, że to ta pielęgniarka była lodowata i potem już nic nie pamiętała, obudziła się po zabiegu

Zapomniałam oddychać

Nie pacjent. Ja. Podczas porodu. Pamiętam tylko, że zrobiło mi i się bardzo przyjemnie i ciepło, cały ból odszedł, zapadałam się. Byłam w małym czarnym pudełku, gdzieś w mojej głowie zaczęło rozbłyskać światło.

Gdzieś w oddali słyszałam piszczące maszyny i krzyki ludzi, krzyk mojego męża i pikanie ktg. Później zaczęłam słyszeć tylko ktg powolutku zwalniające i pikające nierówno i jakby mnie otrzeźwiło, takie uczucie gdy toniesz i głowa wypływa na wierzch i łapiesz oddech. I tak mi było szkoda wracać.

To było najpiękniejsze, najspokojniejsze i najprzyjemniejsze uczucie jakiegokolwiek doświadczyłam, ale umieranie mojej córki mnie z tego wyrwało. Pamiętam moje pierwsze słowa jak wróciłam. „Przepraszam, zapomniałam oddychać”.

Po prostu zasnęłam

Osobiście przeżyłam coś podobnego 5 lat temu. Podczas studniówki doszło do zapaści serca ( od urodzenia zmagam się z wrodzona wadą serca ). Pamiętam tylko jak zamknęły mi się oczy.

Według świadków i ratowników doszło do zatrzymania akcji serca, która została przywrócona po 30 minutach resuscytacji.

Szczerze? Było to uczucie zaśnięcia. Po prostu zamknęły mi się oczy. Nie przypominam sobie bym coś słyszała czy widziała, tak jak większość osób opisuje, że słyszy głosu bądź widzi osoby bliskie, których już nie ma.

Śmierć kliniczna w nocy

Moja babcia ze strony mamy przeżyła śmierć kliniczną. Było to w roku 1991, babcia leżała wtedy w szpitalu z powodu raka. Było już bardzo źle z nią – praktycznie nie jadła, nie wstawała z łóżka, była bardzo słaba.

Pewnej nocy moją mamę obudził dźwięk otwieranych z impetem drzwi wejściowych do domu. Następnie usłyszała głośne kroki od drzwi wejściowych do łazienki znajdującej się na końcu korytarza i z powrotem, na koniec trzaśnięcie drzwiami.

Mama pamięta to dokładnie, bo mój ojciec pracował w tym czasie na nocnych zmianach przy rozładunku pociągów towarowych i zdenerwowała się, bo myślała, że ojciec przyszedł do domu po papierosy (zapas trzymali szafce w łazience).

Była wściekła, że tak głośno się zachowuje w środku nocy i pobudzi dzieci. Po usłyszeniu trzaskających drzwi wkurzyła się tak, że wyskoczyła z łóżka, żeby ojca opierdzielić (za drzwiami była jeszcze taka altanka, w której zwykle ojciec zostawiał buty). Okazało się, że drzwi są zakluczone, a klucz tkwi w zamku od wewnątrz domu- nikt z zewnątrz nie mógł wejść. W tym momencie mama zdała sobie sprawę, że coś się stało.

Następnego dnia pojechała do szpitala. Lekarze powiedzieli jej, że babcia w nocy była w stanie śmierci klinicznej, ale lekarze zadecydowali, żeby babci nie mówić o tym, żeby się nie emocjonowała.

Mama zapytała ją więc jak się czuje, na co babcia szczęśliwa zaczęła opowiadać, że o wiele lepiej, że w nocy czuła się tak dobrze i lekko, że wstała i spacerowała sobie po szpitalnym korytarzu.

Od tego czasu stan babci znacznie się poprawił, jednak wkrótce potem zmarła.

Mop na głowie

Nie wiem dokładnie co przeżyłam i jak to nazwać ale podczas operacji ratującej mi życie widziałam tunel , widziałam światło , w tunelu była mała postać ,która szła do mnie. Tunel zanikał wraz z bólem .

Przez jakąś część operacji mimo ,że byłam uśpiona ,miałam zamknięte oczy to widziałam i słyszałam wszystko co dzieje się koło mnie …….

Jakie było zdziwienie pani anestezjolog jak po jakimś czasie powiedziałam jej, że nieładnie obgadywać pacjentów i mówić na ich piękne włosy ( miałam wtedy mnóstwo warkoczyków ) ,że mają mop na głowie – pani anestezjolog do swoich operujących kolegów, powiedziała, że to znowu ta dziewczyna z mopem na głowie 😉😑 pewnie pomyślała ,że któryś z lekarzy mi to powtórzył a jednak było inaczej . Minęło już kilka lat a ja pamiętam każdy szczegół

Lekko i bezpiecznie

Mój dziadek całe życie zastępuję mi ojca. Od zawsze mówi, że jestem jego jedyną i ukochaną wnuczką.

Gdy miałam może 6 lat trafił do szpitala bo popękały mu wrzody i dostał krwotoku. Leżał może 2 dni kiedy babcia z płaczem przyjechała do domu. Dziadek tego dnia się zatrzymał. Serce przestało pracować.

Gdyby nie to, że leżał na sali na przeciwko pielęgniarek to prawdopodobnie nie byłoby go dzisiaj z nami. Przywrócili akcje serca po około pół godzinie.

Dopiero długo długo później dziadek mi powiedział, że pamięta doskonale jak zasypiał. Powiedział, że poczuł się leciutko i bezpiecznie a za chwilę pojawiło się białe światło na końcu tunelu. Mimo, że bardzo go ciągnęło i wzywało to stał twardo w miejscu i nie szedł w jego stronę. Chwilę potem lekarzom udało się przywrócić akcje serce. Dziadek żyje i ma się dobrze 🙂

Złość po ściągnięciu z powrotem

Moja mama pracuje na anestezjologii. Opowiadała kilka przypadków. Pacjent po wybudzeniu mówił, że widział z wysokości sufitu własną reanimację, co faktycznie miało miejsce.

Kolejna kobieta dosłownie opierniczyła wszystkich przy wybudzeniu bo niepotrzebnie ją ściągali z powrotem. Tam gdzie była było tak błogo.

Nie chce się wracać

Żadnych świateł i cudów. Po prostu lekko, ciemno (kompletnie czarno) i tak dobrze, że nie chce się wracać.

Ten spokój

Przeżyłam śmierć kliniczną.

Z tego wszystkiego pamiętam tylko to, że mnie reanimowano a ja wszystko obserwowałam z wysokości sufitu.

No i ten spokój.

Ciepło i przyjemnie

Mój tata i ex chłopak przeżyli śmierć kliniczną, oboje mówili, że jest tam ciepło i przyjemnie. Niestety, oboje też nie chcieli zbytnio o tym przeżyciu mówić, jakby się bali? Ciężko powiedzieć.

Wypadek na motorze

Mój wujek przeżył coś takiego, mogę opowiedzieć, jak on to opisał. Więc jechał motocyklem ze swoim kolegom. Nagle urwał mu się film (miał zawał). I pamięta ze nagle zamiast jechać, stał w garniturze i czuł się bardzo spokojny.

Rozejrzał się i zobaczył siebie leżącego na ulicy i jego kolegę który biegnie do niego, dzwoni po pomoc i go reanimuje. Czul wtedy duży spokój.

Podszedł trochę bliżej i nagle widział jak przyjeżdża pogotowie ratunkowe. Podczas elektrowstrząsów zaczęło mu się robić jasno, coraz bardziej. Później widział siebie z góry jak leży w łóżku szpitalnym. Znów białe światło i się przebudził w swoim już ciele.

Pobudka w kostnicy

Moja ciocia z 15-20 lat temu przeżyła śmierć kliniczną, obudziła się w pomieszczeniu jakby „kostnica” (bo obok był jakiś zmarły) a obok niej siedziała przerażona przyjaciółka opłakująca jej śmierć. Przyjaciółka dostała prawie zawału.

Nieskazitelna biel

Nie dawno dowiedziałam się od mojego dziadka że przeżył śmierć kliniczną

Jest po 2 udarach mózgu i miał zawał

Opowiadał że kiedy był w trakcie operacji zrobiło się mu tak ciemno i nagłe widział korytarz którym był ciemny a u wylotu był bardzo jasny niczym nieskazitelna biel gdy zaczął iść tym korytarzem pewien głos który usłyszał kazał mu wrócić powiedział że to jeszcze nie czas i musi wrócić

W tym czasie lekarze byli w trakcie operacji okolic jego serca bo miał „przepychane żyły” i gdy się obudził czuł błogi spokój i chwilę zajęło mu zanim zrozumiał że był by po drugiej stronie …

Na szczęście dziadek jeszcze żyje i ma się w miarę dobrze ma 65 lat

Pozdrawiam wszystkich dziadków oraz rodziców i wszystkich członków rodziny którzy przeżyli coś takiego jest to coś co ciężko sobie wyobrazić 🙂

Bolesna pobudka

Byłam w klasie maturalnej. Podczas zabiegu ablacji straciłam przytomność. Nagle, w ciemności, usłyszałam wzmożony ruch wokół mnie, a po chwili zobaczyłam z wysokości sufitu siebie i ratujących mnie lekarzy.

Ocknęłam się z ogromnym bólem w klatce i zobaczyłam stojącego nade mną lekarza z defibrylatorem i wyraźną ulgą na twarzy

Bez niepełnosprawności

Ja sama nie miałam, ale moja babcia to przeżyła.

Jakoś w 2012/2013 babcia miała udar. Przez jakiś czas jedynie po prostu spała i nie było z nią chwilowo kontaktu. Jak już się udało ją wybudzić to zaczęła nam opowiadać, że była w niebie ze swoją mamą i ojcem. I że mogła tam normalnie chodzić (babcia była niepełnosprawna i chodziła o kulach inwalidzkich).

Coś co wtedy mnie poruszyło to to, jak o tym opowiadała i dodała nagle że chciała tam zostać, ale nas (mnie i mamy) tam nie było i wróciła tu do nas.

Wszystko słyszała

Moja mama chorowała dwa razy na raka piersi – więc miała dwa razy mastektomię.

Za pierwszym razem, 15 lat temu krótko przed podaniem narkozy (z mamą było bardzo źle) mama przestała oddychać i zaczęli ją reanimować. Powiedziała mi, że w tamtej chwili miała wrażenie jakby wisiała w powietrzu i widziała całą tą sytuację z góry. Słyszała co mówią lekarze i w ogóle.

Powiedziała, że przerażające doświadczenie. Nie powtórzyło się 2 lata temu przy następnej operacji.

Mama zdrowa… ❤️

Może ci się spodobać również
Powiadom o nowych komentarzach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments