PRL i ludowa medycyna

Mój Św. Pamięci Dziadek był lekarzem i jak to za PRLu bywało, był „wydelegowany” na 2-3 dni w tygodniu z Warszawy do wioski pod Grójcem, by pełnić „służbę ku chwale Narodu”.

Jesienią (lata 70te), przyszedł do niego pacjent i mówi, że: „Macica go kłole!” 🧐

Na co dziadek, że: „Ale Pan nie ma macicy! Proszę się rozebrać!” Pacjent: „Nie młogie, bo jestem łodrutowany!”

Na co dziadek stanowczo: „Proszę zdjąć koszulę!”

Facet się rozbiera i okazuje się, że jest owinięty skórą z kota futrem do wewnątrz i zakręcony drutem i kombinerkami. Smród niemiłosierny!!! Skóra na ciele gnije.

Dziadek pyta zdziwiony: „Panie! Co to u licha ma być!?”

Na co Pacjent oburzony, że jak doktor może nie wiedzieć tak oczywistej oczywistości: „No co?! Łodrutowałem się! Na zimę!!’ 

Może ci się spodobać również
Powiadom o nowych komentarzach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments