Praca ratownika morskiego na śmigłowcu i wypadek podczas ćwiczeń

Często wracam wspomnieniami do czasów słusznie minionych, w których pracowałem jako śmigłowcowy ratownik morski.

Ogólnie praca polegała na tym, że na wezwanie jakiejś załogi pływającej (np. Kutra, jachtu), lecieliśmy w ramach 5 dobowego dyżuru, nad jednostkę śmigłowcem MI-8, zjeżdżaliśmy po linie na pokład, kwalifikowaliśmy poszkodowanego, potem nosze wyciągarka dla pacjenta, wyciągarka dla ratownika i na lotnisko, gdzie przekazywaliśmy go do karetki.

W ramach ćwiczeń trenowaliśmy też dotarcie do jednostki skacząc do wody, dopływając do niej wpław (przy dużym falowaniu.

Do sedna…: I właśnie w trakcie takich ćwiczeń, załoga błędnie oceniła wysokość i zamiast z 5 wyskoczyłem z 15, zanim śmigłowiec obniżył wysokość.

Ogólnie było grubo, uderzyłem w pozycji półleżącej, mocne potłuczenia, złamany ząb, podbite oko, podejrzenie kontuzji kręgosłupa. Jakoś mnie koledzy wyciągnęli, lotnisko, karetka, dyżur w dawnej AM w Gdańsku.

Zawieźli mnie do zabiegowego, gdzie miałem zostać przygotowany do badań (byłem w piance nurkowej, da zewnątrz minus 20C).

Młoda pielęgniarka dyskretnie odwróciła się do ściany i rzekła – „to proszę się rozebrać”.

Przy podejrzeniu urazu kręgosłupa, a jak ktoś wie jak wygląda rozbieranie z pianki, dodaje to pikanterii. Wszystko skończyło się dobrze (miesiąc zwolnienia i jako nówka wróciłem do pracy… 😉

Może ci się spodobać również
Powiadom o nowych komentarzach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments