Podróż życia z rozlanym wyrostkiem

Mąż, jeszcze za czasów kawalerskich, mieszkaniec śląska (prawie pod czeską granicą), postanowił zabrać się  z chłopakami nad morze,  wiadomo jedna wielka impreza. Przed wyjazdem zbadał go znajomy lekarz, umiarkowany ból  brzucha niby wszystko ok kazał dać znać gdyby działo się coś więcej.

Po kilku dniach „imprezki” ból nie do wytrzymania. Telefon do ojca (jego ojca, mojego teścia) też lekarz – prawdopodobnie rozlany wyrostek – zalecenie natychmiast do szpitala. Tato, ale ja się nie dam obcym kroić, wracam! Dobry kumpel na kacu, wiózł go znad morza przez całą Polskę z rozlanym wyrostkiem, za oknem 30 stopni, worek lodu na brzuch i jadą (lód zmieniali na stacjach na świeży).

Dojechał, operacja, pielęgniarka, która przygotowała go do zabiegu, to mama innego kolegi, no ogólnie sami swoi. Po operacji okazało się, że go całkiem zamknęli bez drenu i nie do końca doczyścili, bo lekarz się śpieszył na wyjazd wakacyjny.

Wiadomo bakterie swoje zrobiły więc znów pod nóż. Po tej akcji już zostawili „otworek” w ranie i opatrunki ze srebra. Cud, że obyło się bez sepsy. Do tej pory mąż ma dziurę  wielkości 2/3 piłki do tenisa w swym tłuściutkim brzuszysku.

Ale teraz najlepsze, byliśmy na basenie, i jakiś obcy zupełnie facet pyta go: „A Panu co się stało?” i wskazuje na brzuch. A mój mąż z kamienną miną: „to rana postrzałowa”

Mina tamtego gościa bezcenna.

Może ci się spodobać również
Powiadom o nowych komentarzach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments