Pani Kazia

Rzecz działa się miesiąc temu w Hiszpanii. Imię głównej bohaterki zmyśliłam, ponieważ nie zapamiętałam prawdziwego.

Szwagierka, która jest anestezjologiem, musiała jechać na dyżur do innej miejscowości, do szpitala, w którym nigdy nie pracowała, ponieważ tylu lekarzy rozchorowało się na covid, że brakowało personelu.

Będąc na porodówce była świadkiem przyjścia na świat sinego, nieoddychającego dziecka. Momentalnie rozległy się krzyki personelu: „Dzwońcie po panią Kazię!!”.

Pani Kazia okazała się być położną po 60-tce, która ze stoickim spokojem i pełną profesjonalnością zaczęła rozmasowywać sine ciałko i zakrapiać nosek, mówiąc spokojnie: „Wiem, że ci się to nie podoba, ale jeszcze trochę…” itp.

Kiedy pediatra pojawił się na scenie, noworodek był już różowy, w ramionach wzruszonej mamy, a mojej szwagierce pozostały przemyślenia ile dzieci musiała uratować pani Kazia przez ostatnie 40 lat…

A ja mam nadzieję, że takie panie Kazie wszystkich dziedzin medycyny przekażą swoje niezwykłe zdolności i doświadczenie kolejnym pokoleniom służby zdrowia💜. Chcę być taka jak Wy!💜

Może ci się spodobać również
Powiadom o nowych komentarzach
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments